środa, 17 czerwca 2015

Smażone kwiaty czarnego bzu

Ostatnio jestem często spóźniona, no przecież za parę dni już nie będzie tych pięknych kwiatowych baldachimów! Ale mam nadzieję, że jeszcze zdążycie wybrać się na wycieczkę za miasto i na kolacje zrobicie naleśniki..z kwiatów czarnego bzu. Wystarczy nam zwykłe ciasto naleśnikowe i olej. Twardych łodyżek nie jemy!










Pozdrawiam i zapraszam na Candy!

10 komentarzy:

  1. Jadłam w ubiegłym roku ale podobnie jak sok z bzu, kwiaty również mnie nie zachwyciły. Popieram za to inicjatywę żeby wciąż próbować czegoś nowego!
    Pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tym,ale jeszcze nie jadłam. Muszę spróbować,pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam zapach czarnego bzu, ale jeść ich jeszcze nie próbowałam. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie i smacznie się prezentują.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie na podwórku przed domem rośnie ale jakoś nie mam odwagi na zjedzenie kwiatów:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. ooo pierwsze widzę pierwsze słyszę ;)
    aż jestem ciekawa jak smakuje smażony czarny bez
    niestety kiedyś było go pełno teraz jakieś pustki nastały.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też pierwszy raz się spotkałam z bzem w cieście :)) Ale może być smaczne - trzeba będzie spróbować!

    OdpowiedzUsuń
  8. to rok wyjątkowego urodzaju, jeśli chodzi o czarny bez- już dawno nie widziałam tak obficie kwitnących krzewów:) Odkąd mam zakaz spożywania jajek, to naleśników najbardziej mi brakuje, ale pamiętam ten smak- choć smażyłam po prostu wrzucając drobne kwiatuszki do ciasta:)

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak! Moja mama często smażyła kwiaty bzu właśnie w ten sposób. Uwielbiałam to, sama nigdy nie robiłam, ale po przeczytaniu twojego posta chyba zrobię. Wiem że są bardzo zdrowe :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nigdy nie miałam okazji spróbować... Zaskakujące danie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :))