Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Czerwiec

lipca 05, 2020

Czerwiec

Co tam w czerwcu? Oczywiście kwiaty. Dużo kwiatów. Cieszymy się początkami lata i dobrej pogody. Poniżej kilka zdjęć i inspiracji z poprzedniego miesiąca 😊


Kwiaty polne, ostatki lilaka i bujne piwonie.


Kwiaty w wersji... wysuszonej. Do tego makramowe podkładki 
ze sznurka oraz czytanie o ptasich zwyczajach.


W kuchni swoje pięć minut miał rabarbar. Dwa pierwsze zdjęcia to ten 
pod kruszonką z tymiankiem i miodem, a poniżej najprostsze i najlepsze ciasto rabarbarowe. 
Obydwa według przepisu: Rozkoszny.

A tutaj już pewien słodki kaprys, czyli domowe lody pistacjowe. Przepis i serial będący inspiracją do ich powstania znajdziecie u Margarity.

Oczywiście nadal korzystamy z dobrodziejstw truskawek. Tutaj niezawodne na weekendowe śniadanie tosty francuskie z macerowanymi truskawkami. Cieszymy się też pierwszymi czereśniami i kawką w ogrodzie.

A teraz filmowo. Sentymentalnie powracamy do lat 80-tych wraz z filmem Breakfast Club. 
I tutaj ponownie rodzinna reklama - więcej o śniadaniach bohaterów Klubu Winowajców także poczytacie na blogu Margarity.


I jeszcze nasze winne wieczorki 😊
Dobrej niedzieli!

* * *
Majowe przyjemności

czerwca 04, 2020

Majowe przyjemności

Nawet jakbyśmy nie chcieli ich widzieć, to lilaki i tak atakują nas z każdej strony. Za oknem, w ogrodzie, w parku – a jeśli mamy daleko do zieleni, to na pewno fiolety i biele drobnych kwiatów napotkamy na instagramie. Trudno się dziwić, na ich zapach nie można pozostać obojętnym i zawsze mamy nadzieję, że ich uwiecznienie na fotografii zatrzyma gdzieś tę subtelną majową woń.

Dawniej, gdy wybierałam się na legalną kradzież lilaka, zawsze padał deszcz. Przedzieranie się przez lekko mokre krzewy jest może nieco romantyczne i na pewno pozostanie zapamiętane na długo, jednak ten moment jest często równoznaczny ze zmierzeniem się ze stadem ślimaków. Nie wchodziły tutaj w grę żadne radykalne posunięcia – w wieku jeszcze dziecięcym przenosiłam je skrupulatnie z drogi na trawę. A że ślimaków było mnóstwo, tak też kończyłam z mniejszą ilością kwiatów niż liczbą "uratowanych" mięczaków na koncie. Obecnie nie zauważam ich już zbyt dużo. Nie wiem, czy są one ostatnio mniej skłonne do przechadzek, czy też z wiekiem traci się gdzieś tę spostrzegawczość. Niezależnie od tych drobnych istot, w tym roku liczba bzów w moim mieszkaniu była chyba rekordowa, czego dowody poniżej.






Mam pewien problem z uciekającym drożdżowym ciastem. Jego wyprawy poza miskę czy formę do pieczenia zdarzają mi się o wiele za często. Zazwyczaj jest to powodowane moją niedokładną lekturą przepisów, a co za tym idzie, częste dodawanie składników "na oko". Nie inaczej było w maju, jednak albo sprzyjało mi szczęście, albo to już wprawa w odmierzaniu, ponieważ tym razem ciasta drożdżowe powiększały się w dość kontrolowany sposób. Brak dokładności w czytaniu receptur jednak pozostał, o czym świadczy poniższe ciasto, które pierwotnie miało być dwoma keksami, a nie jednym wielkim twarogowym potworem. Ale, szczegóły. Forma na szczęście nie wpływa na cudowny smak.

Drożdżowy zawijaniec z twarogiem i żurawiną, według przepisu Moje Wypieki.

Poza twarogowymi przygodami, w maju było dość... żółto. To czas kwitnienia wielu roślin o takich barwach. A i w końcu dostrzegłam różnicę między glistnikiem jaskółcze ziele a różnymi jaskrami, która jest dość oczywista. Jednak mieszkając w mieście nie zawsze ma się możliwość swobodnego buszowania po chaszczach, więc takie cuda można niestety przeoczyć. Teraz jednak nie mam zamiaru ich unikać, co na szczęśćie wychodzi mi coraz lepiej.

Cytrynowa babka piaskowa Wioli w towarzystwie żółtych jaskrów oraz Leśne rośliny zielarskie z 1987 roku.


* * *

Agnieszka.
Copyright © Rękodzieło-art , Blogger